Otwieram ciężkie powieki. Mruczę próbując wyłączyć ten nadzwyczaj wnerwiający mnie budzik. Przez okno wpada kilka promieni słońca. Dzięki Boże, jeżeli wogóle istniejesz za przynajmniej tyle litości nade mną.
Kłade kołdrę na bok i od razu czuję powiew chłodnego wiatru. Jest zima, okej. Ale nie rozumiem do cholery dlaczego moich rodziców stać na wódkę a na naprawę ogrzewania, nie?!
Wstaję lewą nogą. Dosłownie. Zawsze tak wstaje. Wkładam na nogi moje cieplusie kapcie i wędruję niechętnie do kuchni czując ten przerażający wodór na kilometr.
-Znowu się schlałaś.- parskam patrząc na moją matkę leżącą w poprzeg stołu.
-Yhh.. Zamknij się, głowa mnie boli.- mruczy pod nosem.
-Okej.- przekręcam oczami. Jeszcze raz powie coś wrednego w moją stronę, a obiecuje całemu przeklętemu światu i mamie, że nie pożegnam się z nią, a moja noga tu nigdy nie postanie.
Wyciągam szklankę z szafki i po chwili wlewam do niej soku pomarańczowego.
-Dziękuje.- nagle tata do mnie podjeżdża i zabiera mi szklankę z ręki. Wywracam oczami, a wredne uwagi chowam dla siebie.
-O której wróciła?- wskazuje na nią palcem.
-Z jakąś godzinę temu.- odstawia pustą szklankę.
-To są chyba jakieś żarty.- warczę, czując, że moje oczy żyją własnym życiem i samowolnie się przekręcają.
-Czuję się jakbym zostawiała całe przedszkole, karząc im żyć na własną rękę.- dodaje po chwili. Chyba go to trochę wyprowadza z równowagi, bo bierze głęboki oddech i zaciska szczękę.
-Tak będzie lepiej.- mówi.
-Dla was czy dla mnie? Bo ja czuje, że wy poprostu chcecie się mnie pozbyć. I nie próbuj kłamać. Doskonale znam prawdę, nie mam pięciu latek tylko odiemnaście.- oznajmiam przypominając mu o moim wieku. Zazwyczaj gdy rozmowę prowadzimy w stronę kłótni, mówi do mnie jakbym chodziła dopiero do przedszkola.
-Idę biegać. Wrócę na czas.- wybiegam dosłownie z kuchni. Kieruje się do mojego pokoju, a raczej małej garderoby którą tata wybudował mając jeszcze nogi. Czyli trzy lata temu. Dla niego to cała wieczność, dla mnie krótki czas. Zdejmuje piżamę i szybko zakładam moje ukochane legginsy i ciepłą bluzę.
-Gdzieś się wybierasz?- słyszę czyjś głos.
-Ah, to ty.- obdarowuje moją siostrę krótkim spojrzeniem.
-Zadałam pytanie.- stawia nacisk na każde słowo.
-Idę biegać.- mruczę.
Z trojga złego, to najbardziej będę tęsknić za nią. Była kiedy jej potrzebowałam. Tata też, może w mniejszym stopniu ale też. Co do mamy to ja nawet nie komwntuje jak tragiczną matką dla mnie jest.
Omijam wysoką szatynkę i kieruje się do drzwi wyjściowych. Zaczynam swój codzienny trucht.
Dlaczego to robie?
Żeby się odstrasować. Tak, chyba tak. Po zazwyczaj bezsemnych nocach wolę trochę pobiegać niż słuchać wrzasków moich rodziców. Są jak ogień i woda. Jednak nie potrafią bez siebie żyć.
To takie romantyczne.. Zaraz, zaraz. Co? To jest cholernie posrane. Siadam na drewnianej ławce w parku i poprawiam swoje rozsznurowane już buty. Oh, tak jak zwykle kątem oka zauważam migdalących się publicznie nastolatków. W domu, okej, bo sama tak robiłam z Cedrikiem. A, no Cedrik. Jest mulatem, tak jakby. Ma twarz prawie jak mały dzieciak i pewnie dlatego panienki na niego lecą. Ale to mnie wybrał. A, ja idiotka teraz się wyprowadzam tysiące kilometrów od niego. Cóż, muszę. Decyzja już zapadła. Nie miałam nic do gadania na ten temat. Może i lepiej dla mnie, dla nich. Zerkam na parę która odwróciła się w moją stronę. Nie, no nie wierze.
-Cedrik?- szepczę do siebie. Może tak będzie lepiej. Musi być lepiej. Przynajmniej tyle dobrego. Nie muszę się z nim żegnać. Unosze kąciki ust i kontynuuje swój bieg. Tym razem w stronę przestarzalego gmachu. Czyli nawiasem mówiąc, mojego domu. Czuje łzy wolno splywające po moim zarumienionym policzku. Przede mną stoi samochód, czarne porshe. Ciocia przyjechała.
Rzekomo pracuje. Ja jednak uważam, że takie rzeczy to tylko zasługa jej wypchanego kasą faceta od seksu. Kto jak kto, le ona zapewne jest ostatnia osobą która chciałaby wyjść za mąż. No, prosze. Mając piętnaście lat straciła juz dziewictwo i zaczęła zachowywać się jak te laski spod lasu. Dziwie się, że w końcu udało jej się opanować i zaczęła spotykać sie z.. Jak on miał? A.. Ellijah.
Serio? Współczuję mu takiego imienia. No, bo kto teraz nadaje takie imiona swoim dzieciom. A.. Jasne. Moi rodzice chcieli nazwać mnie Pinki. To wogóle nawet imię? Zakończyła bym wtedy swoje życie w mgnieniu oka, bo ledwo co znosze to trzyliterowe Mia.
Wchodzę do kuchni. Nie tego niw można nazwać normalnym chodzeniem. Bardziej buntowniczym marszem. Posyłam uśmiech brunetce, chyba, bo mylące są te jej niebieskie końcówki. Ma 25 lat, a nadal jest tak strasznie niepowazna.
-Przebiore się i możemy jechać.- mruczę w jej strone.
-Okej.- kiwa głową.
Kieruje swoje nogi do mojego pokoju i zakładam wcześniej już przygotowane ciuchy. Niebieski lub jak kto woli, morski sweterek, czarne rurki, tego samego koloru conversy oraz kilka bransoletek. Na wszelki wypadek do małej torby wkładam ciepła bluze. Gdyby mi było zimno w samolocie. Zważając na to, że moja ciotka.. Nie będę mówić tak na nią. Po prostu Jennifer. Wracając do tematu. Zważając na to, że ma na sobie krótkie shorty i bluzkę na ramiaczka, bluza raczej mi się nie przyda. Po raz ostatni zerkam na prawie pusty pokój i zamykam drzwi na klucz. Nikt pod moją nieobecność nie będzie tam przesiadywał, okej? Gdybym chciała tam wrócić to jedyne co bym ujrzała to wszędzie walające się butelki po piwie. Zbiegam po schodach czując przerażenie które z każdą sekundą coraz bardziej wzrasta.
-Zamknęłam pokój na klucz. Nie probujcie mi go zdemolować.- zaszczycam wzrokiem moją matke.
-Nie obiecuje.- udaje jej się posłać mi sztuczny uśmiech.
-To w drogę!- piszczy Jen.
-Będę tęsknić.- w oczach mojej siostry zauważam smutek i łzy.
-Ja chyba.. Też. - mrugam w jej stronę.
-Pa tatku.- kieruje słowa do niego i delikatnie całuje go w policzek.
-A ja?- upomina się mama.
-Gdybyś przestała chlać i gdybyś była gdy Cię potrzebowałam to może teraz udało by mi się udawać, że cię jeszcze szanuje. Kocham cie.- warcze na koniec. Podążam za moją ciotką.. Sorry, Jennifer.
Żegnaj Los Angeles.
***
-Londyn jest cudowny! Sklep koło sklepu, nie brak barów. Impreza za imprezą. O! A ile tam mężczyzn na jedną noc! Na swoich palcach ich aż nie policzysz.- prawie, że krzyczy Jen. Przekręcam oczami i zerkam za okno. Panorama Los Angeles nie jest taka zła. Jednak nie będę tęsknić za tym miastem. Londyn.. To coś dla mnie. Uwielbiam deszcz, burze, grad, chmury. Nienawidzę słońca. No proszę. Twoje ciało się poci a później koszmarnie pachniesz. I, że niby to ma być fajne?
Okej. Ciotka zasnęła. Nagle czuje jak moje powieki stają się ciężkie. I..
-Krzycz moje imię, a będzie mniej boleć!- lokowaty chłopak zaczyna na mnie krzyczeć, w tym samym czasie rozrywając moje ubrania. Łzy cisną mi się do oczu. Stoję przed faktem niedokonanym, ale wiem, że to się stanie. Odbierze mi dziewictwo nagrywając wszystko swoją miniaturową kamerą. Zgwałci mnie.
-H.. Harry!!- wrzeszcze, gdy wpycha we mnie swojego penisa.
Nic nie czułam, nic oprócz bólu. Myślałam, że moje ciało zaraz zostanie rozerwane na kawałki. Rękami błądzi po moim ciele napotykajac w końcu piersi. Szarpie za nie, cicho jęcząc. Ja już nie płakałam, to nie było podobne do takiego filmowego płaczu. Wyobraźcie sobie psa, który został uderzony. Ten jęk. Takie właśnie jęki wydaję.
-Kurwa.. - mruczę otwierając oczy. Kolejna bezsenna noc.
Hej, hej :) Jak wam się podoba pierwszy rozdział. Dodam, że kursywą będę pisać sny Mii. Całkiem mało wyświetleń i zdaje sobie sprawę, że mało osób tu wchodzi, więc jak już tu jesteś to zostaw komentarz :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz